
Za chwilę wychodzimy z lotniska. Mimo, iż niebo jest usłane chmurami temperatura przekracza 30 stopni. Tak gorąco, że trudem podnoszę trzydziestokilogramowy plecak. To już mój drugi raz w Kirgistanie. Czuję się tutaj jak w domu. Ach! Jak bardzo na samopoczucie człowieka wpływają wspomnienia z miejsc do których wracamy!
„ Prawdziwa wolność”
Zapytałem kiedyś uzbeckiego taksówkarza, mieszkańca Kirgistanu, czy nie chciałby żyć w bogatszym Uzbekistanie, lub Kazachstanie. Odparł mi: „widzisz.. może w sąsiednich krajach ludziom żyje się lepiej, ale tutaj w Kirgizji człowiek może czuć prawdziwą wolność.. Robisz co chcesz.. jeśli zechcę złamać ograniczenie prędkości – zrobię to.. zawsze z policją można się ‘dogadać’ – wystarczą dwa, trzy dolary i mandat z głowy.. tak samo tutaj ze wszystkim.. jeśli zechcesz, na jutro mogę załatwić Ci prawo jazdy, albo świadectwo maturalne.. pełnia szczęścia! Tu w przeciwieństwie do sąsiednich krajów każdy może żyć jak lubi, i to się właśnie nazywa pełnia szczęścia! To właśnie jest demokracja!”

I faktycznie w Kirgistanie panuje szczególny rodzaj wolności. Jest to taki przyjemny nieporządek. Dobrym przykładem jest program szkoły podstawowej, gdzie wszyscy uczniowie obligatoryjnie „przeskakują” z klasy trzeciej do piątej. Na drogach notorycznie łamie się przepisy. Strach przechodzić Biszkeckie ulice nawet na przejściach dla pieszych. O bilety na pociąg do Moskwy na próżno można pytać na miesiąc przed odjazdem. Zarządza nimi „mafia biletowa” – zorganizowana grupa paserów skupujących wszystkie bilety. Jak można się spodziewać dla turystów z Europy przewidziane są „specjalne” ceny.
Komunikacja miejska w milionowej stolicy praktycznie nie istnieje. Zastępują ją prywatne busy – tzw. „marszrutki”, niczym mróweczki tłoczące się w centrum, dojeżdżające chyba w każdy zakątek miasta.
Kirgizja to prawdziwy tygiel narodowościowy. Pięciomilionowy kraj zamieszkuje ponad sto pięćdziesiąt nacji. Najwięcej jest oczywiście Kirgizów (ponad 60%), dużo jest Uzbeków i Rosjan (po 15%). Kraj zamieszkują również tak egzotyczne dla Polaka narody, jak Dunganie, czy Ujgurzy – narody pozbawione państwowości przez Chiny. Sami Kirgizi uważają tę wielonarodowość za bardzo pożyteczną cechę ich Ojczyzny. „Jedni uczymy się od drugich”, tłumaczą.
Do obrazu kraju należy jeszcze dołączyć pozostałości komunizmu. Rolnictwo zorganizowane jest w „prywatne” kołchozy. Miasta, budowane przez Rosjan (Kirgizi to naród koczowniczy) w szczytowym okresie socrealizmu, składają się z prawie samych bloków. W każdej wiosce można znaleźć pomnik ku czci lokalnych bohaterów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945. Kto by pomyślał, że również Kirgizi „wyzwalali” Polskę w 1945 roku? Do końca życia nie zapomnę ogromnego obelisku z gwiazdą czerwoną otoczonego przez czterotysięczne szczyty. Można zobaczyć przy drodze łączącej dwa największe miasta Kirgizji.

Jednak przyszłość kraju leży w jego dzieciach. A dzieci w Kirgistanie nie brakuje. Kirgizki rodzą pierwsze dziecko najczęściej w wieku dwudziestu lat. Potem w większości rodzin przychodzi czas na drugie, trzecie, a nawet piąte dziecko. Tutaj, zresztą jak w całej Azji Centralnej, nie funkcjonuje pojęcie „rodzina wielodzietna”. Na odwrót – rodziny z jednym dzieckiem uważane są za nieszczęśliwe.
Góry są wszędzie
Jedziemy obsadzoną topolami drogą w stronę Biszkeku. Nie wierzę własnym oczom, gdy dostrzegam ogrom gór rysujących się nad miastem. Ich piękno jest zadośćuczynieniem za piekło, które zgotowano mi w Moskwie. Ostro zakończone szczyty gór Tien-Szan trzykrotnie przekraczają wysokość Tatr. Z każdego miejsca Biszkeku, w którym znajdujemy trochę otwartej przestrzeni, rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na lodowce pokrywające górskie szczyty.
Średnia wysokość Kirgistanu to 2500 m n.p.m. Życie człowieka jest nieodłącznie związane z górami. Od starożytności obszary Kirgizji słynęły z wspaniałych łąk, na których wypasano bydło. Potężne pastwiska (po kirgisku ‘dżajlo’, czyli letnie łąki) wraz z odejściem zimy pokrywają się kolorowymi kwiatami i soczystą trawą. W marcu, niczym grzyby po ciepłej nocy, na zielonych zboczach gór pojawiają się jurty. Wokół każdej jurty roi się od zwierząt. Są tutaj barany, kozy, krowy, konie, a w wyższych partiach gór również i jaki.
Niegościnne grzbiety gór Tien-Szan przecinają Kirgistan niczym gęsta sieć. Doliny, w których żyją Kirgizi, oddzielone są od siebie czterotysięcznymi szczytami, których przekroczenie jeszcze niedawno graniczyło z cudem. W latach 50-tych w Moskwie zdecydowano, że należy połączyć drogą dwa główne miasta Kirgistanu: Biszkek, oraz „południową stolicę” kraju – Osz. Tak powstała Osh-Bishkek Highway – jedna z najwyżej położonych i najniebezpieczniejszych dróg samochodowych na świecie. Dziś wyremontowana w latach 90-tych przez Koreańczyków i Chińczyków droga jest głównym szlakiem komunikacyjnym Kirgistanu. Każdy kto chce samochodem dostać się na południe musi tędy przejechać. A jest to nie lada wyzwanie.
Droga kilkukrotnie wspina się na przełęcze o wysokości ponad 3000 m n.p.m. Z położonego na poziomie 900m Biszkeku trzeba się wspiąć na wysokość 3200 m n.p.m. „Mogą tego dokonać tylko samochody z najmocniejszymi i najbardziej wytrzymałymi silnikami”, tłumaczy nam kierowca samochodu wiozący nas do Osz, „dlatego właśnie do Kirgistanu sprowadza się zwykle Passaty i Audi 80.. Ale to nie silnik jest najważniejszym elementem samochodu w górach. Są nim hamulce, które zapewniają nam bezpieczeństwo. Jeśli klocki hamulcowe nie wytrzymają podczas zjazdu z przełęczy, samochód rozbije się na najbliższym zakręcie” A zakrętów tutaj nie brakuje. Osh-Bishkek Highway to 800km nieustannych serpentyn, zjazdów i podjazdów. Najlepsi kierowcy pokonują ją w 10 godzin.

Droga jest naszpikowana przepięknymi krajobrazami. W niektórych miejscach spojrzenie za barierkę, w dół przepaści, może człowieka przyprawić o dreszcze. Wspinające się poniżej samochody są wielkości główki od szpilki. Dla samej Osh-Bishkek Highway warto przyjechać do Kirgistanu. Zmieniające się jak w kalejdoskopie krajobrazy dostarczają niesamowitych wrażeń. Raz widzimy tutaj śnieg tuż nad naszymi głowami, za chwilę piękny wodospad pod którym prawie przejechaliśmy, za pół godziny przestrzenne trawiaste równiny nad których horyzontem unoszą się góry równo pokryte lodowcami, za chwilę zjeżdżamy trochę niżej i znajdujemy się na żółtym, wypalonym ostrym słońcem stepie. Za kilkadziesiąt minut mijamy potężne zbiorniki wodne o kolorze bardziej seledynowym niż niebo. Marzenia każdego podróżnika spełnią się tutaj w ciągu 10 godzin.
Parzące Azją południe
Słońce ma się ku zachodowi. Po nasyconym bajkowymi widokami przejeździe w poprzek Tien-Szan zjeżdżamy do Kotliny Fergańskiej. Ciężko uwierzyć, że na horyzoncie nie ma już żadnych lodowców. Jesteśmy w jednym z najżyźniejszych miejsc świata. Przy drodze, aż roi się od sprzedawców ogromnych pomidorów, nasyconych słońcem arbuzów i melonów. Jedziemy wśród pól kukurydzy i ryżu.
Cała Kotlina ma wielkość jednej czwartej Polski. Zamieszkują ją głównie Uzbecy. Obrzeża Kotliny przypadają Kirgizji, reszta należy do Uzbekistanu. Największym miastem w kirgiskiej części jest dwustutysięczny Osz. Liczy sobie cztery tysiące lat. Atmosfera jest tutaj zupełnie inna niż w Biszkeku. Dookoła meczety, kobiety odziane w chusty, niektóre z zasłoniętymi twarzami. Głównym punktem handlowym jest bazar (podobno największy bazar Azji Centralnej). Można tu kupić wszystko od łożysk do radzieckiego roweru Ukraina do subtelnych tkanin pochodzących z Iranu. Życie na bazarze toczy się od świtu do późnego wieczora. Codziennie tak samo głośno i upalnie. W centrum Osz położona jest Suliman Too (góra Salomona). Legenda mówi, że biblijny król Salomon spędził tutaj noc podczas jednej ze swoich podróży.

Położone 150km na północ od Osz Pasmo Fergańskie zdecydowanie wyróżnia się spośród wszystkich masywów górskich Tien-Szanu. U jego stóp rozciągają się lasy orzechowe. Jest to unikat na skalę światową – jedyne miejsce, w którym drzewa orzecha włoskiego zasiedlają teren w postaci regularnego kompleksu leśnego. Istnieje hipoteza, że orzechy włoskie zostały sprowadzone do Europy przez Aleksandra Macedońskiego właśnie z Kirgistanu. Jednakże las orzechowy niczym nie jest podobny do naszych rodzimych puszcz i zagajników. Drzewa są tutaj wyjątkowo oddalone od siebie, tworząc nad przebywającym wewnątrz lasu zielony dach z gęsto rozmieszczonych liści. Okoliczni mieszkańcy pod ich osłoną prowadzą gospodarkę rolną: wypasają zwierzęta, a na nasłonecznionych polanach uprawiają słoneczniki i kukurydzę.
Święte jezioro
Jezioro Issyk-Kul położone we wschodniej części kraju jest dla Kirgizów tym czym Wisła dla Polaków. Tuż po pierestrojce odwiedził Kirgistan słynący z upodobania do alkoholu Borys Jelcyn. Mało brakowało, a doszłoby tutaj do rewolucji, gdy po jego wizycie nad jeziorem w kirgiskich gazetach ukazały się zdjęcia Jelcyna „załatwiającego się” do Issyk-Kul.
Jezioro powstało w wyniku wypełnienia przez wody spływające z lodowców potężnej doliny górskiej. Jest to drugie co do wielkości jezioro wysokogórskie świata (położone na wysokości 1600m). Jego powierzchnia dziesięciokrotnie przekracza rozmiary powiatu sochaczewskiego. Głębokość wynosi 702 metry, co daje jezioru szóste miejsce w rankingu najgłębszych zbiorników wodnych świata. Temperatura wody wynosi ponad dwadzieścia stopni i silnie kontrastuje z otaczającym powietrzem, którego temperatura przekracza zwykle czterdzieści stopni.
Issyk-Kul to jedna z perełek Azji. Widoki znad brzegów jeziora są niepowtarzalne. Daleko nad jego, błękitną jak niebo, taflą można się dopatrzeć zarysów czterotysięcznych gór pokrytych śniegiem. Piasek ma tutaj temperaturę ponad 50 stopni, a dłuższe opalanie jest szczególnie niebezpieczne ze względu na wysokość nad poziomem morza. Jednak jezioro ściąga dziesiątki tysięcy turystów z Kazachstanu, Rosji i Kirgistanu.
W Kirgizji jest jeszcze tysiące miejsc, których nie odwiedziliśmy podczas naszej podróży. Różnorodność kulturowa i przyrodnicza tego kraju sprawia, że można tam wracać każdego lata, a mimo to niewątpliwie nie zabraknie wrażeń i inspiracji.
Europa widziana z Tien-Szan
„Europa to nie jest miejsce dla Kirgizów”, powiedział mi znajomy z Biszkeku, gruntownie wykształcony informatyk „My nie przyzwyczailibyśmy się do tamtejszych realiów. U nas całe życie publiczne funkcjonuje na bazie klanów. W Europie jeśli chcesz załatwić np. dowód rejestracyjny po prostu zwracasz się do urzędu, przedstawiasz dokumenty i po upływie terminu odbierasz. U nas jest trochę inaczej, ale dla Kirgizów to wydaje się łatwiejsze. Po prostu zgłaszasz się do kogoś ze swojej rodziny, kto pracuje w tym, albo pokrewnym urzędzie i prosisz go o pomoc. Jeśli ten ktoś z Twojej rodziny jest wystarczająco ważny nie będziesz musiał przedstawiać żadnych dokumentów i nazajutrz otrzymasz dowód.”
Kirgizi w Europie siebie nie widzą, natomiast chętnie widzą Europejczyków u siebie. Z otwartymi ramionami przyjmują każdego turystę z plecakiem. Pierwszy kontakt może się wydać nieprzyjemny, gdyż z początku próbują wyciągnąć za usługi niebagatelne sumy. Nauczyli ich tego turyści z USA i Europy Zachodniej. Jednak, jeśli odezwiemy się po rosyjsku i poinformujemy, że jesteśmy z Polski - na pewno zaproponują nam bardziej rozsądne ceny.
Byłem chyba jedynym turystą z „Zachodu” odwiedzającym w tamtym czasie Arslanbob – miasteczko położone w pobliżu lasów orzechowych w Paśmie Fergańskim. Miejscowość ta okazała się wyjątkowo popularna wśród turystów z pobliskiego Uzbekistanu. Ze względu na muzułmański styl ubierania (zwłaszcza u kobiet) z trudem odróżniałem tych „miejscowych” turystów od zwykłych mieszkańców miasteczka. Jednak oni rozróżniali mnie z łatwością i bardzo szybko stałem się główną atrakcją aktualnego turnusu. Dzieci biegały za mną i pokazywały palcami na kapelusz. Młodzież za wszelką cenę chciała rozmawiać po angielsku (broń Boże po rosyjsku!). Kilkukrotnie niewiele brakowało, a ludzie powypadaliby z mijającego nas jeepa, gdyż, zamiast trzymać się na wybojach, machali mi i fotografowali.
O Polsce Kirgizi wiedzą bardzo niewiele. Starsi pamiętają jedynie, że kiedyś Polska była bratnim krajem wchodzącym w skład RWPG. Wśród młodych spotkałem kilka osób, które myślały, że Polska leży na terenie Rosji. Inni uważali, że Polacy mieszkają w Ameryce. Jednakże słyszałem również o przypadku Polaka, który gdzieś w daleko górach trafił do pasterskiej jurty. Kiedy przedstawił się i powiedział, że jest z Polski ku jego zaskoczeniu stary Kirgiz zapytał z radością: „Acha! Czyli jesteś z tego kraju w którym premierem i prezydentem są bracia bliźniacy?”

Ale Kirgizi mają również kompleksy w stosunku do innych narodów. Od Rosjanki z Biszkeku usłyszałem kiedyś, że Kirgistan to najbiedniejszy kraj świata. Nie mogłem jej przekonać, że przecież do pochłoniętych wojną środkowoafrykańskich krajów wyjeżdżają co tydzień z Europy konwoje z pomocą humanitarną, a jakoś o pomocy dla Kirgizji nigdy się nie słyszało. Nic nie pomagało. Kirgistan jest najbiedniejszy na świecie i koniec dyskusji! I faktycznie wielu Kirgizów wyjeżdża za chlebem z ziemi rodzinnej. Ich celem jest zwykle Moskwa, w której rąk do taniej pracy nigdy nie jest za dużo.
Szwajcaria Azji
Po przykrej przygodzie w Moskwie, gdzie w wyniku pomyłki służb pogranicznych byliśmy zmuszeni kupić nowe bilety lotnicze do Biszkeku, w Kirgizji znaleźliśmy się praktycznie bez pieniędzy. Być może w innym kraju wiązałoby się to z porzuceniem planów o zwiedzaniu kraju. Jednak Kirgistan jest inny. Za 4000 Somów (równowartość 350zł) udało nam się przejechać ponad 2000km, odwiedzić dwa potężne pasma górskie i zwiedzić prastare miasto założone przez biblijnego Salomona.
Kilka lat temu władze Kirgistanu poprosiły jedną ze szwajcarskich organizacji pozarządowych o pomoc w rozwoju turystyki w górach Tien-Szan. Wkrótce potem powstał program pod tytułem „Kirgistan – Szwajcaria Azji”, w ramach którego wolontariusze z całej Europy przyjeżdżają co roku na kirgiskie dżaloo i uczą Kirgizów jak należy organizować turystykę. Wymyślono również specjalny rodzaj turystyki tzw. „jurting” polegający na podróżowaniu przez kilka tygodni z plecakiem od jurty do jurty. Szczególne zainteresowanie wśród gości z Ameryki i Europy wzbudza pasterski specjał kulinarny – oko barana. Nam niestety nie udało się spróbować, ale mamy zamiar zrobić to w przyszłym roku.
Gościnność Kirgizów, oraz walory turystyczne i ekologiczne ich ojczyzny sprawiają, że Kirgistan wkrótce stanie się jednym z najczęściej odwiedzanych krajów Azji. Warto się tam wybrać nim ( przez turystów z Zachodu ) ceny podskoczą na nieosiągalny dla Polaków poziom.
Wyprawa zrealizowana przez grupę podróżniczą Wanderer... odkryj oblicze świata.

Więcej informacji znajdziecie Państwo na stronie www.wanderer.com.pl.
Serdecznie zapraszamy i dziękujemy za wsparcie naszym sponsorom i partnerom oraz patronom medialnym.
Lena Pavlowa oraz Łukasz Gubański




