PAJAK SPORT
Plecaki, śpiwory, kurtki, odzież puchowa,
Najwyższa polska jakość, gwarantowana przez firmę Pajak
szukaj
Marki
 
strona głównaaktualności
 
Aktualności
10 gru 2007
Maroko – śladami władców pustyni...
Maroko – śladami władców pustyni... ( 30 sierpnia – 27 września 2007 ) Po nocy spędzonej na lotnisku we Frankfurcie (Hahn) i kilku godzinach w samolocie wreszcie podchodzimy do lądowania. Za oknem równina o ziemi w kolorze różowo - pomarańczowym, usiana niskimi domami o zupełnie płaskich dachach. Gdzieniegdzie widoczna palma i to w zasadzie wszystko z zieleni.

Przy wyjściu z samolotu wita nas bezchmurne niebo i fala gorąca, która przez całą podróż opuszcza nas jedynie wysoko w górach. Jeszcze kontrola paszportowa i wreszcie jesteśmy w Maroku królestwie Muhammada VI.

Marrakesz – serce Maroka

Naszą podróż rozpoczynamy od Marrakeszu, który leży w geograficznym środku Maroka. Miasto to zostało założone około 1060 roku przez Almorawidów, fanatycznie religijnych nomadów, którzy przybyli tutaj z Sahary Zachodniej. Choć obecnie stolicą Maroka jest Rabat , Marrakesz w swej świetności był stolicą ogromnego imperium, które zjednoczyło obecne Maroko, większość Hiszpanii a także dużą część Algierii.

Miasto składa się z dwóch głównych części. Stara część miasta – Medina, oraz nowe dzielnice w zachodniej części. Choć Medina jest otoczona murem, to przy przejściu z jednej części miasta do drugiej nie odczuwa się drastycznej zmiany architektury. Oczywiście w nowej części budynki są wyższe, bardziej nowoczesne, ale obowiązkowy kolor budynków w odcieniu różowo – pomarańczowym (łącznie z murem okalającym Medinę, wykonanym z suszonej gliny) sprawia że zmiana jest mniej odczuwalna. Dodatkowo w samej Medinie można znaleźć zakątki zupełnie nowoczesne. Do takich na pewno należy park cyfrowy, w którym w przyjemnym zaciszu palm i zielonych krzewów, można skorzystać z paneli dotykowych podłączonych do Internetu i to zupełnie za darmo.

Wewnątrz Mediny znajduje się Meczet Kutubijja z wysokim na 70 metrów minaretem – kamienną wieżą z której muezin pięć razy dziennie nawołuje wiernych do modlitwy. To świetny punkt orientacyjny w mieście. Meczet wzniesiony został przez Almohadów w XII wieku, na miejscu wcześniej wzniesionego przez Almorawidów. Obok meczetu widoczne są pozostałości dwóch łaźni, oddzielnej dla mężczyzn i dla kobiet. Przed wejściem do meczetu, każdy z wiernych był zobowiązany do umycia się.

W niewielkiej odległości od meczetu, znajduje się plac Jemaa El-Fna, którego nie sposób ominąć będąc w Marrakeszu. Plac jak i zarówno przylegające do niego suki, warto odwiedzić zarówno w dzień jak i po zmierzchu. Za dnia plac jest stosunkowo spokojny i można tutaj odpocząć, ale po godzinie 17:00 plac ożywa. Po zmierzchu zapala się mnóstwo świateł. Rozbrzmiewa muzyka ulicznych tancerzy. Można tutaj spotkać zaklinaczy węży, fakirów, żonglerów. Na licznych straganach można napić się soku wyciskanego z pomarańczy, skosztować tutejszych przekąsek, kupi orzechy, suszone owoce, daktyle. Na północ od placu znajdują się wspomniane suki. To ciasne uliczki pełne różnych straganów, sklepików i rzemieślników.

Medina pełna jest miejsc, które warto zobaczyć. Wśród nich warto wymienić Meczet w kazbie, grobowce Sadytów, pałac El-Badi, dzisiaj w ruinie ale niegdyś w całości pokryty białym włoskim marmurem, niemniej nie sposób go nie zauważyć, bo na murach znajdują się liczne bocianie gniazda. Warto też wiedzieć że znajdują się tutaj garbarnie oraz farbiarnie. Same w sobie nie stanowią celu wycieczek, bo widok jak i zarówno zapach nie jest zbyt przyjemny. Warto jednak wiedzieć że niewiele się tutaj zmieniło od średniowiecza, a ludzie zwinnie pracujący miedzy kamiennymi kadziami i zalegające wszędzie suszące się skóry tworzą osobliwy krajobraz.

Atlas Wysoki

Z Marrakeszu udajemy się na południe. Nie jedziemy długo, gdy krajobraz zmienia się z równinnego w górzysty, choć kolor utrzymuje się cały czas ten sam pomarańczowo-różowy. Przed nami Atlas Wysoki, pasmo górskie o długości 700 km, ze szczytami przekraczającymi 4000 m. n.p.m. Przez pasmo, przechodzą drogi w kierunku Quarzazate, Agadiru nad oceanem i Sahary. My kierujemy się do wioski Asni.

Po wyjściu z autobusu przyjmujemy zaproszenie jednego z mieszkańców. Odpoczywamy około godziny przy miętowej herbacie i orzeszkach. Rozmawiamy o górach, rozważamy możliwe szlaki, opowiadamy o Polsce i naszym rodzimym Sochaczewie. W tym czasie niebo zasnuwa się chmurami i zaczyna padać drobny orzeźwiający deszczyk. Pytam jak często tutaj są opady. Okazuje się że mamy szczęście. Deszcz zwykle pojawia się raz czasem dwa razy w miesiącu.


Dalej jedynym środkiem lokomocji jest taksówka. Dojeżdżamy do Imlinu, a dalej już ruszamy pieszo. Naszym celem jest Jabal Toubkal 4167 m.n.p.m. najwyższy szczyt Atlasu Wysokiego i zarazem Afryki północnej.

Imlin jest nie wielką wioską żyjącą głównie z turystów, którzy stąd rozpoczynają górskie wędrówki. Można tutaj wynająć muły do dźwigania ciężkich plecaków (nasze ważyły około 37 kg - stanowczo za dużo, jednakże plecaki firmy Pajak spisały się wyśmienicie), zaopatrzyć się w wodę, jedzenie, gaz, mapy a nawet skorzystać z kafejki internetowej. My większość rzeczy mamy z Polski, gaz ( uwaga nasz palnik firmy Primus nie pasował do tamtejszych pojemników z gazem, jedynym rozwiązaniem było zakupienie 8 kg czerwonej butli z palnikiem od handlarzy) i kilka drobiazgów uzupełniliśmy w Marrakeszu. Tabletek do odkażania wody niestety już nie ma (nasze zakupione w Polsce, zostały skonfiskowane na lotnisku we Frankfurcie).

Ścieżka rozpoczyna się od podejścia do wioski Aroumd położonej na wysokości 1940 m.n.p.m. Choć szlaki nie są znakowane, to jednak ścieżka jest dobrze widoczna, wydeptana prze turystów i liczne muły. Powyżej Armound około kilometra idzie się wielkim kamienistym korytem wyschniętej rzeki. Później szlak zaczyna się nieustannie piąć w górę. Do schroniska cały czas idzie się dolinką, wzdłuż strumienia i choć woda jest niemal na wyciągnięcie ręki, to picie jej jest ryzykowne.

Góry są przepiękne. Wysokie, majestatyczne, granitowe grzbiety przypominające trochę Tatry Wysokie, ale znacznie wyższe od nich. Tutaj człowiek czuje się naprawdę mały i kruchy. Roślinność jest uboga. Występują tutaj głównie trawy i odmiany ostów. Słońce mocno świeci, na niebie brak chmur i choć temperatura odczuwalna jest znacznie niższa niż na dole, to należy uważać bo łatwo o poparzenia. Na szlaku mijamy licznych turystów różnych narodowości. Marokańczyków, Niemców, Francuzów, Kanadyjczyków a także kilka osób z Polski. Do schroniska docieramy pod koniec dnia znajdującego się na wysokości około 3200 m.n.p.m. Pod schroniskiem rozbijamy namiot.

Następnego dnia, bez pośpiechu wyruszamy już na sam Jabal Toubkal. Podchodzimy wejściem południowego ikhibi – drogą turystyczną. Droga technicznie nie jest trudna. Podejście jest strome i bardzo męczące. Zwłaszcza początek, gdzie idzie się po osuwisku drobnych skorodowanych kamieni. Wystarczy szacunek do gór i dobra kondycja fizyczna. Nie należy też zapominać, że na wysokościach przekraczających 3000 m, mogą wystąpić objawy choroby wysokościowej. Podejście zajmuje nam około 4 godzin. Sam szczyt widać dopiero na samym końcu, gdy niemal już się na niego wejdzie.

Bezchmurne niebo zapewnia niesamowite widoki. Z każdej strony góry, skaliste granie, gdzieniegdzie łagodne szczyty przypominające Bieszczadzkie połoniny. Jedynie od strony północnej zdaje się że na horyzoncie przebijają się równiny.

Wielu turystów chodzących w tej części gór, wejście na Jabal Toubkal zostawia na koniec. Wychodząc bardzo wcześnie rano, jeszcze tego samego dnia można zejść do Imlinu, by tego samego dnia złapać transport do Marrakeszu. My wracamy od schronisko by w kolejnych dniach ruszyć dalej na południowy wschód do górskiego jeziorka Ifni. Jeziorko bardzo urokliwe a nocleg nad nim to sama przyjemność, ale jednak nie jest ono w stanie konkurować z naszymi jeziorkami w Tatrach.


Znad jeziorka kierujemy się na wschód. Wchodzimy w dolinę pełną zieleni. Najpierw mijamy pojedyncze niskie opuszczone lub dopiero stawiane budynki. Wokół wielopoziomowe pola przypominające wielkie, zielone schody. Mijamy grupy drzew, głównie orzechów włoskich, które dają zbawienny cień. Wreszcie wzdłuż drogi wyrastają kolejne wioski. Tutaj zabudowa jest już trochę wyższa. Budynki mają zazwyczaj dwa piętra. Wykonane są z dostępnej pomarańczowo-różowej ziemi i kamieni, co sprawia wrażenie, jakby domy te wtapiały się w podłoże. Domy są skromne, żeby nie powiedzieć biedne. Większość ma bardzo kontrastowe drzwi i okiennice, zwykle w niebieskie lub zielone kolory. Miejscowa ludność przegląda się nam z zaciekawieniem, a w szczególności grupki dzieci, które przez pewien czas idą razem z nami.

Docieramy do wioski Assarag, gdzie spędzamy niezbyt przyjemną noc nieopodal rzeźni, która w nocy przyciąga watahy dzikich psów. Jest to fundamentalny przykład tego jak Berberowie nie dbają o zagospodarowanie terenu i zabezpieczeniu go. Resztki ze zwierzą porozrzucane są nieopodal rzeźni, gdzie czasami bawią się dzieci. W nocy zapach mięsa zaprasza w odwiedziny dziką zwierzynę, która w walce o pożywienie nawzajem się zagryza. Towarzyszy temu całonocne warczenie, skowyty i pomlaskiwania.

Nad ranem łapiemy transport do Aguim. To terenowy samochód, pełen ludzi więc zajmujemy miejsca na dachu, wraz z bagażami i kilkoma miejscowymi, dla których także nie starczyło miejsca wewnątrz samochodu. Podróż jest długa, ale widoki są niesamowite. Tutaj góry nie są już tak wysokie i kamieniste. Szczyty są dość łagodne, a góry sprawiają wrażenie jeszcze bardziej suchych. Za to paleta barw jest niesamowita. Kolejne góry i krajobrazy zmieniają się od wspominanych pomarańczowo-różowych, po żółte, zielonkawe, szare miejscami wpadające w błękit. Do tego wioski idealnie wkomponowane w krajobraz o niemal identycznych barwach co otoczenie.

Quarzazate – Wrota pustyni

Po opuszczeniu Atlasu Wysokiego docieramy do miasta Quarzazate. Ze względu na swoje położenie między Atlasem Wysokim a dalej na południe leżącą Saharą, czasem zwane jest wrotami pustyni. Samo miasto nie jest szczególnie ciekawe, ale mieszczą się tutaj studia filmowe, w których kręcono superprodukcje takie jak „Gladiator” czy „Kleopatra”. Około 20 km od miasta znajduje się jedna z najsłynniejszych kazb w Maroku – Ait Benhaddou.


Kazba stanowi ufortyfikowany labirynt wąskich uliczek położonych na zboczu niewielkiej góry. Zabudowania kazby są wykonane z gliny, a całość wykończona jest rzeźbionymi detalami. Ten urokliwy zabytek wpisany jest na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Żeby dostać się do kazby trzeba przejść przez rzekę, co o tej porze nie stanowi problemu (wrzesień) bo koryto rzeki jest zupełnie suche.

To właśnie to miejsce zostało wykorzystane w filmie „Gladiator” jako Rzymska prowincja „Zucchabar”. Russell Crowe wcielający się w rolę tytułowego gladiatora toczy swoje pierwsze walki na arenie, która osadzona jest u stóp kazby.

Pustynia

By zobaczyć pustynię, jedziemy w okolice Merzougi. Ostatni odcinek pokonujemy taksówką. Zwykły samochód osobowy, w którym siedzi sześć osób plus kierowca – to standard w Maroku. Wszystkie okna pootwierane, pęd daje przyjemne poczucie chłodu. Za oknem pustynia, tak zwana czarna pustynia. Nie widać żadnych palm czy innej roślinności. Za to wszędzie ciemne drobne kamienie, stąd określenie „czarna”. Słońce grzeje mocno, powietrze faluje z gorąca.

Dojeżdżamy do Merzougi. To nieduża wioska o biednie wyglądających domach wykonanych z trzciny i gliny. W tak suchym klimacie, ten budulec jest wystarczający. Chociaż pojawiające się czasem deszcze potrafią wyrządzić nie małe szkody. Kilka domów z pozawalanymi dachami to właśnie wynik większej ilości wody. W jednym z takich niepozornych domów mieści się ogromny sklep, w którym można kupić piękne pamiątki: dywany, turbany, biżuterię. Przy wiosce jest niewielka plantacja palm daktylowych. Strumień wody płynący sztucznie utworzonym korytkiem, utrzymuje je przy życiu. Nieco na uboczu wioski znajduje się nieduży ale uroczy hotel, w którym znajdujemy schronienie przed upałem. Tam czekamy do godzin po południowych by po ochłodzeniu powietrza, dromaderami ruszyć na wydmy Erg Chebbi.

Wydmy Erg Chebbi widoczne są już z wioski. To najwyższe wydmy w Maroku. Z daleka robią piorunujące wrażenie, a w miarę jak się zbliżamy coraz bardziej odczuwamy ich ogrom. Wreszcie wchodzimy na piaszczystą pustynię. Piasek jest ciemno żółty, pustynia jak z obrazka. Wokół różne kształt wydm uformowanych przez wiatr, zresztą wiatr cały czas robi swoje, co możemy zaobserwować co pewien czas strzepując piasek z własnych ubrań. W oddali widać inną karawanę, po pewnym czasie łączymy się w jedną. Okrążamy najwyższe wydm i po drugiej strony dojeżdżamy do kilku namiotów, w których spędzamy noc, by następnego dnia wcześnie rano wstać na wschód słońca.

Wybrzeże

Udajemy się na zachód, nad ocean. W nocy docieramy do Agadiru. To miasto, które w ostatnim czasie przeszło dużą metamorfozę. W roku 1960 miasto nawiedziło trzęsienie ziemi, które zniszczyło dużą część zabudowy. Ponieważ w zasadzie wszystko trzeba było odbudować od nowa, z portu rybackiego i ośrodka handlowego doliny rzeki Sus jakim miasto było do tej pory, postanowiono uczynić kurort i wizytówkę kraju. Obecnie ludzie przyjeżdżają tutaj, przyciągani 10-cio km piaszczysta plażą i piękna słoneczną pogodą, choć latem bywa tutaj zwykle chłodniej niż w centrum kraju.


W ciągu dnia pogoda się zmienia. Co prawda cały czas świeci mocne słońce, ale wzbiera się bardzo silny wiatr, który przepędza wszystkich z plaży w głąb miasta. Na szczęście wiatr szybko mija i ludzie znów powoli wracają na plaże. Pod koniec dnia życie przenosi się do barów i restauracji położonych nad samą plażą, gdzie trwa do późnych godzin.

Tanger – przedsmak Europy

Udajemy się na północ. Jedziemy koleją z Marrakeszu do Tangeru. Tanger to miasto położone nad morzem Śródziemnym. Od Europy i Hiszpanii dzieli je cieśnina Gibraltarska, którą promem można pokonać w około 35 minut. Bliskość Europy odbija się w architekturze. W nowej części miasta pojawiają się kilkupiętrowe budynki wykonane ze stali i szkła, których nie widzieliśmy w centrum i na południu kraju. Jedyny supermarket jaki widzieliśmy w Maroku znajdował się właśnie w Tangerze.

Stara część miasta położona jest na niewielkim wzniesieniu. Wśród ciasno zbitych domów, wyłaniają się mury dawnej twierdzy. W mieście trwa właśnie Ramadan. To najważniejszy okres w roku dla każdego muzułmanina – dziewiąty miesiąc kalendarza, w którym według tradycji został objawiony Koran. Okres ten związany jest głównie z zachowaniem postu, ale ulice Tangeru wydaja się jeszcze bardziej gwarne i pełne ludzi, nawet bardziej niż w Marrakeszu. Prócz kazby w centrum widoczny jest meczet z niedużym minaretem, cmentarz muzułmański, a także kilka niewielkich kościółków.

Maroko okiem Europejczyka

Marokańczycy to bardzo otwarty i przyjazny naród. Chociaż czasem ta otwartość może się okazać nie bezinteresowna. Niestety Maroko nie jest bogatym krajem i wszyscy Europejczycy są postrzegani jako bogacze, chociaż w większości ceny nie są dużo niższe niż w Polsce. W największych skupiskach turystów, normą są przewodnicy, którzy nachalnie narzucają swoją usługi, albo wyłudzają pieniądze opowiadając o czymś a następnie życząc sobie zapłaty za usługę. Normą są opłaty za zdjęcia różnego rodzaju występów ulicznych. Europejczyka może także męczyć targowanie się, której jest nieodzownym elementem wszelkich transakcji finansowych.

Na drodze wydaje się że nie obowiązują żadne zasady. Już w pierwszej taksówce byliśmy wielce zdumieni, jak przy każdym kolejnym manewrze kierowcy, niemal cudem unikamy zderzenia z innym pojazdem. Wyprzedzanie na trzeciego, wymuszenia pierwszeństwa, ścinanie zakrętów i skrzyżowań to zupełnie normalne zachowania. Przejście na drugą stronę ulicy to swoista wyprawa, za zwyczaj podzielona na dwa etapy przypadającymi na każdy z pasów ruchu. Pieszy oczekujący na środku jezdni nie stanowi powodu do zatrzymania się samochodu nawet na przejściu dla pieszych. Klaksony są w ciągłym użyciu i służą zarówno jako ostrzeżenie, jak i pozdrowienie oraz informacji że w ogóle się jedzie.

W każdym razie, Maroko to piękny i bardzo ciekawy kraj warty odwiedzenia. Ja na pewno chciałbym tam jeszcze kiedyś wrócić.

Wyprawa zrealizowana przez grupę podróżniczą Wanderer... odkryj oblicze świata.

Więcej informacji znajdziecie państwo na stronie www.wanderer.com.pl/

Serdecznie zapraszamy i dziękujemy za wsparcie naszym sponsorom i partnerom oraz patronom medialnym.


Marcin Orliński

2007-12-08

korekta. Przemek Karda

2007-12.08



 

plug(. . )studio

2012 / PAJAK SPORT - Plecaki, Śpiwory, Kurtki / wszelkie prawa zastrzeżone